Kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji w ciąży, których używam i z których jestem zadowolona + 1 nieciążowy hit!

Odkąd sięgam pamięcią – poświęcałam uwagę swojemu ciału. Zawsze się obserwowałam, poznawałam, dotykałam. Bo tu nie chodzi tylko o wklepywanie kremów w buźkę i uda, ale o uważność dla samej siebie. O dawanie miłości swojemu ciału, które dźwiga nas codziennie rano z łóżka i pozwala spełniać obowiązki na zmianę z marzeniami. Również dzięki bacznej samoobserwacji ponad 4 lata temu wykryłam u siebie guzy w piersi. Od tego czasu jestem pod stałą opieką onkologów, chirurgów i innych specjalistów. Raczej nie myślę o tym, co by było gdyby, ale dalej praktykuję bycie w zgodzie ze sobą i intuicyjne dbanie o ciało. Dlatego też z początkiem ciąży zaczęłam używać kilku kosmetyków do pielęgnacji, które mają pomagać skórze przywyknąć do nowej sytuacji. Celowo nie mówię tutaj o zapobieganiu rozstępom, bo moją intencją było i jest przygotowywanie ciała do ciąży – w czym swój udział ma też skóra. Dążę więc do tego, by zapewnić jej sprawną regenerację, ułatwione rozciąganie i gotowość do zmian, jakie w niej zachodzą. Zapobieganie rozstępom jest tutaj dodatkową – aczkolwiek drugorzędną dla mnie – korzyścią i jeśli już o niej myślę, to raczej w kwestii rozjaśnienia rozstępów, niż ich całkowitej niwelacji. Poniżej zatem prezentuję dwa olejki i jeden spray, który nie raz uratował mnie w ciąży! 🙂

Mój numer jeden – The Jojoba Company, 100% natural jojoba + rosehip oil. Nie ma w swoim składzie nic poza wspomnianymi dwoma olejkami. Ma naturalny, delikatny, typowo oleisty zapach i dlatego najchętniej używam go po porannych kąpielach. Jest zupełnie niewyczuwalny, więc spokojnie mogę go nałożyć na ciało przed wyjściem na spotkanie – w przeciwieństwie do kolejnego kosmetyku, o którym zaraz opowiem. Podobno połączenie akurat tych dwóch olejów (jojoba + z nasion dzikiej róży) jest świetnym duetem na blizny, rozstępy i związane z nimi przebarwienia. Oba z nich są polecane do stosowania dla kobiet w ciąży i stanowią element większości gotowych kosmetyków na rozstępy, a olejek jojoba stosuje się również u niemowląt. Ten produkt jest odpowiedzią rynku na moje potrzeby – szukałam czegoś bezpiecznego i naturalnego, co będę mogła ze spokojem wmasowywać w brzuszek. Znalazłam i jestem naprawdę zadowolona. Używam go na zmianę z drugim produktem, który opisuję poniżej. Zaletą tego olejku jest fakt, że nie pozostawia tłustych plam na ubraniach, szybko się wchłania i naprawdę dobrze nawilża. Ma też jedną wadę – zatyka pory w gorące dni, ale może tylko w moim przypadku? 😉 Zdecydowanie kupiłabym go ponownie!

Kolejny olejek – Thursday Plantation, Nurture Oil Bio-perfecting. Według producenta produkt jest przeznaczony do redukcji blizn, rozstępów i przebarwień związanych z działaniem promieni słonecznych, a także do skóry starzejącej się i mającej problemy z utrzymaniem odpowiedniego nawilżenia. Ponownie skład jest bardzo prosty (oleje, ekstrakty, witamina E), ale już nie tak krótki. Znajdują się w nim dokładnie – zgodnie z kolejnością INCI – olej ze słodkich migdałów, olej z kiełków pszenicy, olej z nasion dzikiej róży, olej z nasion winogron, olej ze skórki mandarynki, olej z lawendy, olej sojowy, oliwa z oliwek, witamina E, ekstrakt z kwiatów nagietka oraz ekstrakt z kwiatów, liści i łodygi dziurawca zwyczajnego. Jest to kolejny produkt, którego używam bez obaw ze względu na skład. Jego zapach jest natomiast dość intensywny (w przeciwieństwie do olejku numer jeden) i stosuję go zazwyczaj na wieczór, ale nigdy przed wyjściem – bo zapach wychodzi ze mną 😉 Cena oraz opakowanie tego produktu jest bardziej ekonomiczne i z tego względu używam go najczęściej na uda i pośladki. Polubiłam go bardzo i również kupiłabym ponownie.

Ostatnim pielęgnacyjnym hitem (który pokochałam w ciąży) jest oliwka magnezowa – Saltylicious Australia, Magnesium Oil Joint&Muscle Pure Mineral Spray. Już kilka lat temu korzystałam z powodzeniem z kąpieli magnezowych, ale obecnie raczymy się prysznicem i od czasu do czasu moczę po prostu stopy w soli Epsom – teraz dla zdrowia, wcześniej wspomagająco przy uprawianiu sportu. Nigdy nie dokuczały mi niedobory magnezu ani skurcze mięśni – aż do końca pierwszego trymestru i początków drugiego. Mimo przyjmowania magnezu w formie suplementów miewałam koszmarne noce z bolącymi nogami, o których nikt nie wie lepiej, niż ja i Hubert… A potem przypomniałam sobie o tym, że magnez również przyswajamy przez skórę i że stosowałam już kiedyś oliwki magnezowe! 🙂 Wpadłam więc na szybkie zakupy do TK Maxx, poszperałam na przecenach w dziale kosmetycznym i znalazłam to cudo o zapachu mięty. Teraz oliwka magnezowa pomaga mi w kryzysowych momentach i wcale nie używam jej codziennie – czasami tylko doraźnie, a czasami kilka dni z rzędu, kiedy problem się nasila. Jej skład też jest zadowalający: woda oczyszczona + organiczny chlorek magnezu + czyste olejki eteryczne (mentol, mięta pieprzowa, wintergreen), więc mogę używać jej bez obaw. Również kupiłabym ponownie!

Poza tymi trzema produktami nie zaopatrywałam się w żadne inne kosmetyki z racji ciąży. Nadal nie widzę i nie czuję takiej potrzeby. Poluję jeszcze na dobry olejek ze słodkich migdałów i pewnie kupię go przy okazji innych zakupów 🙂 Mam nadzieję, że stworzone zestawienie trochę pomoże Wam w wyborze dostępnych na rynku kosmetyków. Może niekoniecznie uda Wam się trafić na te, które polecam (ale zerkajcie do TK Maxx, serio), ale mam nadzieję, że choć trochę wskazałam drogę zagubionym i tym, którzy stawiają na jakość i swoje zdrowie. Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach! 🙂 Dajcie znać w komentarzu, czego używałyście i czy byłyście zadowolone.

Ściskam wszystkie przyszłe mamy i życzę Wam tego, co najlepsze na Dzień Kobiet i nie tylko,

Zdjęcia do wpisu: Marta Wiśniewska | Lady Amarena Photography