Księga ciąży Searsów – czy warto ją mieć i kiedy zacząć czytać?

Księgę ciąży (autorzy: William & Martha Sears, Linda Holt, BJ Snell, Wydawnictwo Mamania) zaczęłam czytać zaraz na początku pierwszego trymestru, bo już w pierwszym miesiącu ciąży. Potrzebowałam książki jako rzetelnego źródła wiedzy dotyczącej rozwoju nowego życia – najpierw tydzień po tygodniu, później miesiąc po miesiącu. Wybierałam spośród wielu pozycji książkowych, ale ostatecznie zdecydowałam się na Księgę ciąży ze względu na autorów. Searsów kojarzyłam już od dawna jako tych od rodzicielstwa bliskości (w duchu którego sama poniekąd zostałam wychowana) i miałam do nich zaufanie. Zdecydowałam więc, że najpierw zamówię jedną książkę, a jeśli będę potrzebować kolejnej – rozejrzę się za następną. Czy szukałam czegoś więcej? 🙂 Tego dowiecie się poniżej!

Przede wszystkim zależało mi na wiedzy. Nie bardzo chciałam dołączać do brzuszkowych grup na Facebooku, żeby dowiedzieć się, czy moje dziecko ma już wykształcony kręgosłup albo czy to możliwe, że już czuję pierwsze ruchy. Całą swoją wiedzę na ten temat czerpałam i czerpię przede wszystkim od mojej ginekolog i przeprowadzanych przez nią badań, a także ze źródeł wiedzy takich jak ta książka. Jeśli cokolwiek czytam w internecie, robię to w miejscach, które są dla mnie rzetelne: zaglądam do Mamy Ginekolog i Hafiji, na Dzieci są ważne, a inspiracje czerpię u Kukumag. Dużo wiedzy zdobyłam też w aktywnej szkole rodzenia (o której pisałam tutaj) oraz na warsztatach stacjonarnych dla przyszłych rodziców – np. dotyczących karmienia piersią, które prowadziła Hafija. Nie uważam, że internet jest zły, ale bardzo zwracam uwagę na to, co i gdzie czytam. Inaczej mogłabym nigdy nie przestawać. Tak naprawdę wszystko, czego pragnęłam i nadal pragnę, to zaspokajać swoją potrzebę rozumienia. Rozumienia tego, co dzieje się teraz z moim ciałem i co będzie dziać się potem. Rozumienia potrzeb niemowlęcia po narodzinach. Znalezienia odpowiedzi na swoje wątpliwości. Szukania rozwiązań, które będą najlepiej dopasowane do nas samych – dziecka, mamy, taty i psa! 🙂

Zatem Księga ciąży nie zawiodła mnie pod względem wiedzy, jakiej szukałam – zwłaszcza na początku. Poza opisem rozwoju ciąży oraz faz porodu, książka zawiera też rozdział dotyczący żywienia i aktywności fizycznej. Dzięki temu jest świetną pozycją również dla kobiet, które planują ciążę, bo – po pierwsze – pozwala się do niej przygotować, a po drugie – rozwiewa wiele wątpliwości, które w tym okresie występują, a nie zawsze jest z kim o nich porozmawiać. Książkę cały czas czytałam tydzień po tygodniu, potem miesiąc po miesiącu, a dopiero teraz doczytałam ją do końca. Było to dla mnie wręcz cudownym rozwiązaniem, bo dzięki temu zwyczajowi celebrowałam wspólne chwile i uspokajałam umysł. Sporą część tych informacji (np. niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu porodowego) przyswoiłam w szkole rodzenia, więc kilka zagadnień poruszanych w książce potraktowałam jako formę przypomnienia i utrwalenia. Również rozdział o żywieniu i znaczeniu ruchu w życiu człowieka przeczytałam bardzo szybko – tylko dlatego, że oba te tematy od lat nie są mi obce. Ciąża nie była bodźcem, który uświadomił mi, że powinnam o siebie zadbać – po prostu dalej dbam o siebie jak zwykle i biorę pod uwagę swoje (i już nie tylko) potrzeby, dostosowując żywienie, aktywność fizyczną i umysłową do aktualnego stanu fizjologicznego. Spisałam jednak kilka inspiracji jedzeniowych w postaci przepisów, bo nie mogłam powstrzymać apetytu na niektóre pyszności 🙂

Właściwie nie mam porównania do innych ciążowych książek, ale w tej chwili nie mam potrzeby czytać więcej. Ta jedna wystarczyła mi w zupełności. Była świetnym dopełnieniem rozmów z naszą ginekolog, dodatkiem do aktywnej szkoły rodzenia i wszystkich warsztatów stacjonarnych. Lubię otaczać się tym, co jest dla mnie dobre. Ta książka zdecydowanie była. Nie raz dała mi ogrom przyjemności wynikającej z czytania o rozwijającym się dziecku i nadchodzącej, wspólnej przyszłości. Teraz wkraczam na inny etap i moją głowę zaczynają zajmować tematy niekoniecznie związane z ciążą, ale o tym napiszę następnym razem 🙂

Dziewczyny, czytałyście jakieś typowo ciążowe książki? Jakie mogłybyście polecić? Która była Waszą ulubioną? Dajcie znać w komentarzach. Ja polecam Księgę ciąży Searsów z całego serca, ale na pewno na rynku są inne propozycje, spośród których warto wybierać 🙂

Ślę uściski dla wszystkich obecnych i przyszłych mam – jesteście najlepsze!

Zdjęcia do wpisu: Madzia | Studio Ninutki
Lokal: Naturalna w Bydgoszczy
Sukienka&projekt: Katarzyna Bednarska