Prawie im wszystkim uwierzyłam, że…

Prawie im wszystkim uwierzyłam, że nie mogę. Że według nich nie mogę starać się o wsparcie, bo mi się nie należy. Że powinnam sobie radzić sama. Że nie powinnam spać w nocy w swoim łóżku we własnej sypialni, kiedy moje dziecko jest w szpitalu. Bo co ze mnie za matka? Prawie im wszystkim uwierzyłam, że robię i zrobiłam źle. Że mi się nie uda, bo przecież nikomu wcześniej w rodzinie się nie udało. Że to jest po prostu niemożliwe. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że mają rację. A potem jakoś w porę się ocknęłam, że to wszystko to bzdury! Bo to moje życie, moje wybory, moje sumienie, mój dom, moje pieniądze, moje myśli i moja głowa. Moje szczęście i mój zdrowy umysł.

… ŻE NIE MOGĘ

Nie mogę prowadzić firmy i być z dzieckiem w domu jednocześnie. Nie mogę pracować, kiedy dziecko ma kilka miesięcy. Nie mogę nie sprzątać przez cały tydzień, bo to wstyd mieć w domu bałagan. Nie mogę odmawiać kontaktu i rozmów z ludźmi – bo przecież to takie nieuprzejme. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że nie mogę, a potem się ocknęłam. Uświadomiłam sobie, że nie muszę rezygnować z pracy nad markami, które rozwijam od kilku lat. Mam wsparcie i dlatego mogę karmić piersią, opiekować się dzieckiem i poświęcić trochę czasu na pracę w ciągu dnia. Nie muszę sprzątać na błysk, kiedy dzień po dniu od rana do wieczora spędzamy w szpitalu, a jedyne co mnie interesuje z domowych spraw to czyste gacie w szufladzie i masło w lodówce. Nie muszę też chcieć rozmawiać przez telefon, pisać na Messengerze i spotykać się, kiedy ktoś chce. Mogę po prostu chcieć pobyć w samotności. Mogę po prostu chcieć siedzieć bez ruchu przy inkubatorze, pomilczeć i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

… ŻE NIE POWINNAM

Nie powinnam karmić piersią w miejscach publicznych. Nie powinnam zakazywać bliskim odwiedzać siebie i córki po powrocie do domu ze szpitala. Nie powinnam jeździć w nocy na SOR. Nie powinnam wyrażać swojego zdania. Nie powinnam walczyć o błahostki, bo kto by się nimi przejmował. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że nie powinnam, a potem się ocknęłam. Uświadomiłam sobie, że świat świeci gołymi dupami z każdej strony, a karmienie piersią w miejscach publicznych nie ma nic wspólnego z cyckami – za to ma wiele wspólnego z jedzeniem. Wiecie, po prostu z jedzeniem – karmieniem głodnego dziecka czy piciem mleka. Zrozumiałam, że nie muszę czuć się źle, kiedy nie wpuszczam kogoś do domu. Bo widzisz, zakazując odwiedzin chroniłam swoje dziecko najpierw przed śmiercią, potem przed kolejną hospitalizacją, a na koniec przed zwykłym przeziębieniem. Przestałam się tłumaczyć. Zaczęłam walczyć. O to, co mogę. O to, co mi się należy. O szacunek. O godność.

… ŻE ROBIĘ ŹLE

Źle, że używam jednorazowych smoczków i butelek. Źle, że codziennie dojeżdżamy do szpitala zamiast nocować w mieście. Źle, że znowu zaczynam od nowa. Źle, że dalej ciągnę coś, co nie ma sensu. Źle, no po prostu nie tak. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że robię źle, a potem się ocknęłam. Zalecenie sterylności to zalecenie lekarskie. Oczywiście, że nie myślałam o ekologii i kosztach, bo to nie kwestia negocjacji. Oczywiście, że chciałam być blisko dziecka, ale naszą bliskość dzieliła szyba inkubatora. Zaczynałam wciąż od nowa i od nowa, bo wierzyłam. Wierzyłam, że wszystko minie, że w końcu moje macierzyństwo będzie czymś więcej niż wpatrywaniem się w domek z pleksi.

… ŻE MI SIĘ NIE UDA

Nie uda mi się pracować w czasie drzemki dziecka. Nie uda mi się wyjść z domu z Blessy i wózkiem. Nie uda mi się dokończyć tego projektu. Nie uda mi się dalej prowadzić bloga, gotować obiadów, mieć porządku w szafie, być systematyczną w social mediach i wrócić na studia. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że mi się nie uda, a potem się ocknęłam. I to był wielki moment.

Kiedy Twoje dziecko walczy o życie, pisanie bloga i terminowa odpowiedź na maila to nie kwestia samodyscypliny ani organizacji. To kwestia priorytetów. Nie trzeba tego tłumaczyć. Nie trzeba udowadniać. Trzeba robić swoje, działać zgodnie z intuicją i nie oglądać się na innych. Wiele osób narzeka. Wiele nie wierzy w siebie, a tym bardziej w innych. Ludzie widzą szklankę do połowy pustą. Boją się tego, co pomyślą o nich inni. Prawie im wszystkim uwierzyłam, że mają rację, a potem się ocknęłam. Zaczęłam robić swoje. Ufać sobie na nowo. Kochać na nowo. A to, czy ktoś uważa moje czyny za sukces czy za porażkę… nie ma dla mnie znaczenia. Ważne, że ja czuję, że wygrałam wiele.

Ściskam mocno wszystkich wątpiących w swoje decyzje, bo wierzę, że jeśli są zgodne z Wami – są dobre. Nie bójcie się być sobą. Ustalajcie własne standardy,

Zdjęcia: Marta Wiśniewska
Stanik do karmienia: Momtobe.pl (model Mama Unique Soft Black)