Jakie są „Dźwięki innego bębna”? Recenzja książki napisanej przez mamę wcześniaka

Kiedy w końcu dopuściłam do siebie myśl, że całkiem na poważnie i całkiem serio jestem mamą wcześniaka i że (nie)stety nie jest to macierzyństwo, o jakim sobie marzyłam, chciałam dowodów. Hej, lekarzu, powiedz, że inne dzieci z tego wyszły. Hej, ciociu (pielęgniarko neonatologiczna), powiedz, że chociaż to ty karmisz teraz moją córkę sondą, w końcu będę mogła zrobić to sama. Najpierw butelką, potem piersią. Hej, moja doradczyni laktacyjna, powiedz mi, że niejedna mama wcześniaka utrzymała laktację. Hej, mamo wcześniaka, powiedz, że nie jestem sama i że to wszystko wytrzymam…

Kiedy teraz wertuję strony książki „Dźwięki innego bębna”, by przypomnieć sobie jej treść i przejrzeć notatki, wciąż przechodzą mnie dreszcze. Przechodzą mnie dreszcze, bo zapachów i dźwięków z INT-u nie da się zapomnieć. Przechodzą mnie dreszcze, gdy przypominam sobie początek mojego macierzyństwa, który zaczynał się i kończył na patrzeniu przez szybkę inkubatora. Uważam jednak, że Karolina Kubilus pisała dla nas. Dla nas – mam wcześniaków. Dla nas – mam dzieci niepełnosprawnych i potrzebujących wczesnej interwencji terapeutycznej. Dla nas – rodziców zdrowych dzieci. Dla nas wszystkich i dla każdego, kto potrzebuje. Ja potrzebowałam. I potraktowałam tę książkę jak rozmowę.

TATA WCZEŚNIAKA = PARTNER MAMY WCZEŚNIAKA

W tej książce znajdują się też zapiski taty. Taty, który przepraszał. Żonę, dwóch synów, Pana Boga. Za to, że mało mówił. Za to, że miał kluchę w gardle jakby wypalił sto paczek. Za to, że się nie cieszył, że nie był silny, że zabrakło mu nadziei. Mam wrażenie, że w każdym zdaniu w tej książce czuć ciężar emocji. Emocji i przeżyć, które przygniatają mnie tak mocno, że czasami brak mi tchu. Są pełne obrazów, które na nowo i na nowo odtwarzają się w mojej głowie aż wilgotnieją mi oczy. To rozdział, który sprawił, że poczułam się normalnie. Poczułam, że w porządku było tracić nadzieję. W porządku było milczeć. W porządku było nie umieć kochać, bać się i wierzyć, że czas leczy rany.

MAMA WCZEŚNIAKA

„Nawet nie zdążyłam się z nim przywitać, przytulić. Widziałam go przez ułamek sekundy i natychmiast zabrano go do inkubatora. Stan krytyczny.” Każda mama ma swoją historię. Autorka opisuje swoją – dzień po dniu w szpitalu przed i po porodzie oraz miesiące i lata pracy terapeutycznej ze swoim przedwcześnie urodzonym synem. Znajduję w niej siebie. Kiedy ona pyta lekarzy o konsekwencje i powikłania, słyszy: „Czas pokaże. Rzadko są żadne.” i powtarza sobie wciąż, by nie martwić się na zapas. Czytam jej historię i wracają mi siły. Czytam jego historię i zaczynam wierzyć. Czytam ich historię i wiem, że cokolwiek by się nie działo, damy radę.

MAMA WCZEŚNIAKA DLA MAM WCZEŚNIAKÓW

Ta książka w trzech zdaniach wyraziła coś, czego ja sama nazwać nie potrafiłam. „Jutro skończy 2 tygodnie. Okropne uczucie. Nie mam brzucha i nie mam dziecka.” To trzy zdania, które kocham i nienawidzę jednocześnie. To trzy zdania, które przywołują mi w głowie jeden obraz. Koniec kwietnia. Przepiękna pogoda i soczyście zielone drzewa (gdy szłam do szpitala, na drzewach nie było jeszcze liści). Parking naszego bydgoskiego szpitala uniwersyteckiego. Nasza ulubiona płyta w samochodowym radiu. I ja z wypisem w rękach. Wychodząca ze szpitala bez dziecka i bez ciąży. Dla mnie koniec świata, choć świat się przecież nie zatrzymał…

Ta książka stała się dla mnie odpowiednikiem rozmowy z inną mamą wcześniaka. Przeczytałam ją zaraz po tym, gdy córka opuściła szpital. Czytałam ją przy laktatorze – w dzień i w nocy. Często do niej wracałam. Teraz, gdy minęło już prawie 5 miesięcy od tych wszystkich wydarzeń, potrafię rozmawiać z innymi rodzicami wcześniaków. Gdy siedziałam przy inkubatorze pragnęłam jedynie ciszy. Bycia z samą sobą. Świętego spokoju.

Nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo. Nie spodziewałam się, że zostanę mamą wcześniaka. Nie spodziewałam się w życiu wielu rzeczy. Nie spodziewałam się, że bliska mi osoba zginie w wypadku, że będę wychowywać się z siostrą, choć właściwie to nie mam rodzeństwa, że będę częścią patchworkowej rodziny, w której każdy ma inne nazwisko, że życie pisało mi niejedną mammotomię. Nie spodziewałam się, ale to wszystko mnie stworzyło. To mnie definiuje. Czasami myślę o czymś jak o tragedii, ale potem życie sprawia, że traktuję to jak DAR. Największy DAR na świecie. Każde doświadczenie kształtuje mnie na nowo, a moje życie wciąż mnie cieszy. Jest piękne i nie zamieniłabym je na inne!

Hej, mamo i tato wcześniaka! Jeśli jesteście gotowi poznać historię innej rodziny, w której pojawiło się przedwcześnie urodzone dziecko – całym sercem polecam Wam „Dźwięki innego bębna”. Przeniosą Was w świat, który dobrze znacie… 🙂

Życzę siły i wytrwałości nie tylko rodzicom wcześniaków – ale też rodzicom dzieci zdrowych i każdemu, kto walczy o lepsze jutro. Ta książka jest dla Was! Ściskam gorąco,