3 powody, dla których warto wybrać się do poradni laktacyjnej lub certyfikowanego doradcy laktacyjnego

Minęło pół roku odkąd jestem (a raczej jesteśmy razem z córką) pod opieką poradni laktacyjnej. Z doradcą laktacyjnym spotkałam się będąc jeszcze na sali pooperacyjnej, ale zanim to się stało – zdążyłam otrzymać wsparcie od położnych. Co prawda ograniczało się ono do wypożyczenia laktatora i ekspresowej instrukcji, co w dodatku w dużej mierze było spowodowane moimi prośbami. W kółko i każdej osobie z personelu jasno komunikowałam, że mam zamiar utrzymać laktację – bez dziecka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak to będzie wyglądać i jak długo będziemy z córką osobno. Nie wiedziałam też, że będziemy bardzo dużo wyjeżdżać już od pierwszych tygodni jej życia (dlatego napisałam również artykuł dla mam karmiących piersią inaczej o tym, jak zorganizować wyjazd z dzieckiem i laktatorem) i że karmienie piersią inaczej będzie dla mnie wielką lekcją życia. Czy dałabym radę utrzymać laktację laktatorem (karmienie piersią inaczej), a potem przejść z butelki na karmienie piersią sama, bez pomocy? Nie wiem. Wiem jednak, że nie miałam zamiaru udawać, że wiem wszystko. Bo nie wiedziałam. Wiedziałam jednak, że potrzebuję wsparcia. Wiedziałam też, że wystarczy tylko… dać sobie pomóc.

POWÓD NR 1: ROZWIĄZUJESZ SWÓJ PROBLEM

Warto wybrać się do poradni laktacyjnej po prostu po to, by rozwiązać swój problem związany z karmieniem piersią. Moją trudnością w karmieniu był przedwczesny poród. Zostałam mamą wcześniaka, który zdecydowanie nie był gotowy na pobieranie pokarmu, a ja chciałam utrzymać laktację. Podczas, gdy moja córka była karmiona sondą, ja pracowałam z laktatorem. Randkowałam z laktatorem nadal, gdy córka jadła już z butelki. Dopiero, gdy minęły przeciwwskazania do karmienia piersią (córka miała już prawie 3 miesiące) ze wsparciem doradcy stopniowo zamieniałyśmy butelkę na pierś. Można powiedzieć, że z sukcesem – bo karmię już 6 miesięcy i nie zapowiada się na koniec. Zresztą – gdybym miała skończyć karmić chociażby jutro, i tak jestem dumna z naszej wspólnej pracy!

POWÓD NR 2: SZYBKO REAGUJESZ W RAZIE… INNYCH KŁOPOTÓW

Chodziłyśmy do poradni laktacyjnej bardzo często – czasami nawet co tydzień. Dzięki temu miałyśmy pod kontrolą wagę i ogólny rozwój córki, a wprawne oko specjalisty – mającego dodatkowo kontakt z wcześniakami – nie raz uchroniło nas od innych kłopotów. Nagłe spadki masy ciała pozwalały na planowanie karmień i ich świadomą kontrolę. Obserwacja karmienia niwelowała nieprawidłowe przystawianie. W poradni laktacyjnej po raz pierwszy zwrócono nam uwagę na słaby rozwój ruchowy, co pozwoliło na szybką reakcję w postaci codziennej rehabilitacji. Wsparcie kogoś, kto ma do czynienia z wieloma „naszymi” problemami na co dzień – daje nadzieję, że my również jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić. Moje wejście w macierzyństwo było trudne ze względu na wcześniactwo i bardzo cenię sobie kontakt ze specjalistami, którzy oglądają przedwcześnie urodzone dzieci każdego dnia. Wiedzą, jak się z nimi obchodzić, czego się spodziewać i dzielą się pięknymi historiami. Kiedy człowiek wie, że nie jest jedyny, łatwiej jest przez to wszystko przejść.

POWÓD NR 3: ZACZYNASZ W SIEBIE WIERZYĆ I AKCEPTUJESZ SIEBIE, JAKĄ JESTEŚ

Ten powód to dla mnie numer jeden, ale nie chciałam od niego zaczynać. Opieka poradni laktacyjnej była dla mnie jak ciepłe, przytulające ramiona. Sprawiła, że nie czułam się beznadziejnie. Wręcz przeciwnie – z każdą wizytą czułam się coraz lepiej. Już kiedyś pisałam, że laktacja była dla mnie jedyną formą macierzyństwa i być może jest to jedyny powód, który uchronił mnie przed depresją poporodową czy ciężkim baby bluesem. Po narodzinach córki zostałyśmy natychmiast rozdzielone, a potem długo dzielił nas inkubator. Niby urodziłam dziecko, ale go nie miałam. Nie miałam dziecka, więc nie byłam matką. Umysł płatał mi figle, ale nocne wstawanie do laktatora, kiedy moja córka była kilkadziesiąt kilometrów ode mnie, dawało mi namiastkę bycia mamą.

Znalazłabym milion powodów, żeby udowodnić, że warto wybrać się do poradni laktacyjnej albo skonsultować się z certyfikowanym doradcą laktacyjnym w razie potrzeby. Jest tylko jeden warunek – trzeba pozwolić sobie pomóc. Trzeba chcieć. Nie znaczy, że samym chceniem rozwiążemy swoje laktacyjne problemy, ale odnoszę wrażenie, że nie doceniamy naszych umysłów. W moim przypadku wszystko zaczęło się w głowie…

Droga mamo! Życzę Ci drogi mlecznej bez problemów, ale jeśli jednak się pojawią… nie bój się prosić o pomoc. I nie trać nadziei! A jeśli jednak zaczniesz ją tracić, przeczytaj ten wpis jeszcze raz. Pomyśl o przedwcześnie urodzonej dziewczynce, która nie potrafiła ssać, była karmiona sondą… i o jej mamie, która się uparła, zakasała rękawy i randkowała z laktatorem dniami i nocami. Przypomnij sobie naszą historię i zrozum, że możesz opowiedzieć własną. Równie piękną! Bez znaczenia, jaki przyniesie efekt – ważne, że spróbowałaś robiąc to, co podpowiadała Ci intuicja.

Trzymam za Was kciuki,

P.S. Pytacie o stanik – na zdjęciach widzicie model Mama Unique Soft Black marki Momtobe.pl 🙂