Nasze tu i teraz – luty 2020

Kolejny miesiąc za nami. Nie powiem, że szybko mi zleciał – raczej mam wrażenie, że trwał cały kwartał! Luty był kontynuacją tego, co robiliśmy już w poprzednich miesiącach i obfitował w konsekwencje podjętych wcześniej decyzji. Był wypełniony po brzegi – praniem, gotowaniem, mailami, telefonami, rehabilitacją i terapią, ogromem czułości, sesją na studiach, remontem, strachem, niepokojem, niegasnącym szczęściem, dobrocią i tysiącami (tak, tysiącami) kilometrów spędzonych w aucie. Ale co więcej było u nas słychać w lutym? Zapraszam na szczegóły! 🙂

REMONT

Można powiedzieć, że w naszym nowym domu wszystko jest zaczęte, ale nic nie jest skończone 🙂 Zostało nam wstawienie dwóch trójkątnych okien, położenie płyt kartonowo-gipsowych, szlifowanie belek, lakierowanie drewnianej podłogi, dokończenie elektryki i hydrauliki z kanalizacją i milion innych rzeczy, o których nie mam pojęcia, póki się nie pojawią. Długo marudziłam, że wszystko idzie tak powoli, ale teraz cieszę się, że jesteśmy już tak blisko przeprowadzki – zwłaszcza, że mamy ograniczone możliwości finansowe i że całość prac (poza wstawieniem okien dachowych i częściowo elektryką) wykonujemy sami. Nie możemy się doczekać zamieszkania na swoim również dlatego, że od miesięcy lawirujemy naszym wolnym czasem. Często jest tak, że jeśli Hubert zajmuje się remontem – ja nie mogę pracować, bo zajmuję się w tym czasie córką. Jeśli Hubert się nią zajmuję, ja siadam do pracy, ale wtedy remont stoi w miejscu. Natomiast żadna z tych opcji nie sprawia, że spędzamy czas we trójkę. Takie mamy w tej chwili dylematy. Wiemy, że są tymczasowe, a wizja powoli nadchodzącego końca utrzymuje nas w ciągłej motywacji.

Z. SKOŃCZYŁA 10 MIESIĘCY

Z. ma już 10 miesięcy, a to znaczy, że już od 10 miesięcy karmię piersią (3 miesiące KPI + 7 kolejnych miesięcy KP) i jest to dla nas bardzo ważne – daje ukojenie i bezpieczeństwo w trudnych chwilach. W lutym minęło też dokładnie pół roku odkąd Z. jest rehabilitowana metodą Vojty i 4 miesiące łączenia metody Vojty z metodą NDT Bobath. Jednocześnie wybiły nam 4 miesiące bycia pod opieką ośrodka, w którym korzystamy z programu wczesnego wspomagania rozwoju dziecka (realizujemy tam wspomnianą fizjoterapię NDT Bobath oraz rehabilitację wzroku z tyflopedagogiem; jesteśmy też pod opieką neurologopoedy). W tym miesiącu mieliśmy też USG głowy i po raz pierwszy od urodzenia lekarze nie zaobserwowali patologicznych zmian. Niestety pogorszyły się wyniki z krwi i wciąż walczymy z ciężką niedokrwistością. To sprawia, że siedzę, liczę i komponuję posiłki dla Z. każdego dnia, a potem skrupulatnie je przyrządzam. Dużo, dużo gotowania, przemyślanych zakupów i mrożenia półproduktów. Jako 10-miesięczne dziecko Z. przewraca się na boki, z brzuszka na plecy i prawie z pleców na brzuszek. Cudownie wypracowała chwyt pęsetowy. Luty był miesiącem obfitym w konsultacje ze specjalistami, którzy nie byli zgodni w swoich opiniach. Wchodzimy więc w marzec z nadzieją, że uda się poszerzyć diagnostykę i zdecydować, w którym kierunku iść – zwłaszcza z terapią ruchową. Jestem mamą wspaniałego dziecka, które walczy nieustannie każdego dnia i wciąż się nie zniechęca. Cieszę się, że jest uparta, charakterna i nieustępliwa, a w tym wszystkim ma nieznośnie urocze spojrzenie i błysk w oczach (po tacie!), które powalają mnie na kolana 🙂

STUDIA I PRACA

W lutym pracowałam i studiowałam absolutne minimum. Na szczęście w styczniu odebrałam już dyplom z innej uczelni i oficjalnie skończyłam studia podyplomowe jako terapeuta ds. uzależnień. Zdałam sesję na drugim kierunku (dzięki notatkom ukochanych koleżanek z grupy) i pozostało mi przepisanie jednej oceny z poprzednich lat. Jestem na ostatnim semestrze i przygotowuję się do pisania pracy magisterskiej. Zrobiłam to wszystko mając Z. przy piersi i wychodząc z domu na uczelnię razem z nią i babcią-opiekunką. Pewnie zastanawiacie się dlaczego Z. nie zostaje z kimś w tym czasie w domu albo dlaczego ja nie rezygnuję ze studiów. Szerzej opowiem o tym w osobnym wpisie, ale ogólnie mogę powiedzieć, że powody są dwa: karmienie piersią i uprawnienia do renty rodzinnej. Zatem, jeśli tylko się uda i nic poważnego się nie wydarzy, mam zamiar bronić tytułu magistra z Z. na rączkach! 🙂

BLOG I SOCIAL MEDIA

Na blogu w lutym opublikowałam trzy wpisy: Garderoba matki karmiącej – magnetyczny t-shirt do karmienia piersią #teamnosleep Bonjour Mommy | recenzja oraz Trudna (moja) miłość do (mojego) dziecka z inkubatora – jak kocha mama wcześniaka? (z obu jestem mocno zadowolona), a trzeci właśnie czytasz 🙂 Są dopracowane tak, jak chciałam i mam nadzieję, że wnoszą w Wasze życie wartość. Po opublikowaniu wpisu o miłości matki do dziecka dostałam dziesiątki wspaniałych wiadomości i już wiem, że to nie ostatni trudny tekst, jaki się tutaj pojawił. Wiem również, że recenzja koszulki do karmienia pozwoliła utwierdzić się Wam w przekonaniu, że jest dobrym wyborem i sfinalizować zakupy 🙂 Na Instagramie pojawiło się tylko 9 zdjęć na wall’u, ale grubo ponad 100 InstagramStories. Przed Walentynkami razem z Lady Amarena Photography udało nam się zrealizować pełną czułości sesję zdjęciową, której efekty możecie podglądać na IG. Pod koniec miesiąca wzięłam udział w projekcie NUK Polska przy współpracy z marką Och i Ach oraz odebrałam paczkę z cudownym produktem od SleepyOwl.eu 🙂 Więcej o nich wkrótce!

NASZE TU I TERAZ – LUTY 2020

CZUJĘ SIĘ gotowa do działania. Z jednej strony zaczynam odzyskiwać równowagę i spokój, a z drugiej po prostu nie wiem, co dalej. Jeśli trafimy do szpitala na szerszą diagnostykę mogę mieć problemy z ukończeniem semestru, a co za tym idzie – z obroną pracy magisterskiej. Zdrowie Z. jest dla mnie w tej chwili najważniejsze i nie mam problemów z ustalaniem priorytetów, ale podejmowane przeze mnie decyzje ciągną za sobą zazwyczaj duże konsekwencje. Tak czy siak – idę do przodu. Nie odpuszczam i to właśnie każde podejmowane (i zrealizowane) działanie sprawia, że mi się chce. Że się nie poddaję. Że walczę. Że jeszcze niczego nie spisałam na straty.

CZEKAM NA konsultacje lekarskie Z. u hematoonkologa, neurologa, okulisty i gastroenterologa. Złożone w całość prawdopodobnie wyznaczą dalsze losy terapii, a dzięki temu będę wiedziała, co robić oraz jak wspierać rozwój i leczenie córki.

PRACUJĘ NAD pełnym powrotem do pracy. Nie tylko obmyślam wspaniałe plany, ale uczę się efektywniej pracować i wykorzystywać każdą wolną minutę. I mocno w siebie wierzę!

JESTEM WDZIĘCZNA za wsparcie otrzymane od Huberta, mojej mamy i jej sióstr, od moich dziadków. Dzięki mamie mogę dalej studiować. Jestem też wdzięczna za Blessy, za jej miękką sierść i niewyczerpującą się energię. Za to, że mogę pracować z domu. I że Zuzanna Antecka ma w swoim sklepie wspaniały Fe-book, który pomaga mi prawidłowo komponować żelazne posiłki.

CHCIAŁABYM trochę więcej sprzyjających wiatrów, ale tak naprawdę dziś czuję, że mam wszystko. Mogłabym jedynie powiedzieć, że chcę więcej pieniędzy na koncie, więcej czasu i lato 🙂

TĘSKNIĘ za Australią. W lutym pracowałam mniej niż zwykle i mocno mi tego brakuje. Zaczęłam wspominać nasz wyjazd sprzed roku i marzę o kolejnej podróży. Tęsknię za tym piaskiem na plaży, słonecznymi kąpielami i językiem angielskim.

CIESZĘ SIĘ, że w tym miesiącu potrafiłam o siebie zadbać. Nie raz upominałam siebie w myślach i skutecznie eliminowałam wewnętrznego krytyka. To pozwoliło mi zdusić w zarodku paraliżujący strach i iść do przodu.

UCZĘ SIĘ być sobą, nie bać się opinii innych, wierzyć w siebie. Wydaje mi się, że to nauka, która nie ustaje.

OGLĄDAM widoki z okna samochodu i naprawdę uwielbiam to robić. Podróż zawsze była dla mnie relaksem, chwilą na refleksje i pobycie z samą sobą. Uwielbiam.

SŁUCHAM wykładów na uczelni. Słucham uważnie moich rozmówców. Słucham zaleceń lekarskich. Słucham śmiechu Z. podczas zabawy ze starszą kuzynką, babcią, ciociami. To równoważy płacz, który słyszę podczas terapii.

JESTEM. Bo „stare, dobre czasy” są tu i teraz 🙂

P.S. Podobał Ci się ten wpis? Jeśli tak, zostaw komentarz. Takie podsumowania miesiąca mogą pojawiać się tu częściej – a może nawet jako stały cykl na blogu? 😉