Dlaczego zabieram dziecko na uniwersytet? Dwa silne argumenty i kilka słów o studiowaniu z maluchem u boku

Zacznę od tego, że nie jest łatwo. Decyzja o powrocie na studia, które przerwałam z powodu nagłego, przedwczesnego porodu była trudną decyzją. Miałam wrażenie, że jakkolwiek bym nie zdecydowała, konsekwencje będą beznadziejne i żadna z sytuacji (zarówno rezygnacja ze studiów, jak i powrót na studia) nie była idealna. Kiedy już zdecydowałam, że wracam – zaczęły się pojawiać pytania. Czy musiałam wrócić? Dlaczego nie zostawiam córki z opiekunką? Po co przyjeżdża ze mną na uczelnię? Czy nie mogłam zrobić sobie roku przerwy albo po prostu rzucić studiów? Dlaczego zdecydowałam wrócić na studia i do tego… z dzieckiem u boku?

WCIĄŻ (A MOŻE PRZEDE WSZYSTKIM) KARMIĘ PIERSIĄ

Skoro chcecie wiedzieć, dlaczego zdecydowałam się na powrót na studia i to z dzieckiem u boku to musicie poznać prawdę o moim karmieniu piersią. BYŁO. CHOLERNIE. TRUDNO. Przez pierwsze 3 miesiące życia Z. tylko odciągałam pokarm laktatorem i karmiłam butelką na zmianę – i tak co 2 godziny w dzień, a co 3 godziny w nocy. To dawało od 10 do 12 sesji z laktatorem dziennie. Dwa razy w tygodniu zjawialiśmy się w poradni laktacyjnej, a przez ten czas przeszłam przez wszystko: nawał pokarmu, zastój pokarmu, zapalenie piersi i bardzo bolesną infekcję. Chciałam karmić piersią odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży, ale potem życie zweryfikowało moje plany – przedwczesny poród, dziecko w inkubatorze na intensywnej terapii, ja w domu. Już nie raz mówiłam o tym, że laktacja była jedyną formą mojego macierzyństwa. Mleko było jedyną rzeczą, którą mogłam dać swojej córce. Nie mogłam jej tulić, nie mogłam brać na ręce, nie mogłam nawet być z nią w jednym pokoju – ale codziennie mogłam dowozić jej mleko. Nie mogłam zrobić nic poza odciąganiem pokarmu i chyba właśnie dlatego nie potrafiłam odpuścić. Bo nie miałam nic poza tym.

Od kwietnia do lipca robiłam wszystko, by utrzymać laktację, a później zamienić butelkę na pierś. Właściwie to nie robiłam nic poza tym. Poświęciłam wszystko, co mogłam. Płakałam z bólu, z bezsilności, z niewyspania. Szczerze mówiąc to były koszmarne 3 miesiące pod względem karmienia. Myślałam, że ból piersi nigdy nie minie i bałam się, że tygodnie spędzone z laktatorem pójdą na marne. Codziennie mówiłam sobie, że spróbuję jeszcze ten jeden raz. Jeszcze jedna sesja z laktatorem. Jeszcze jedna próba przystawienia do piersi. Wierzyłam w to, że następnym razem w końcu się uda. Codziennie budziłam się z nową nadzieją i codziennie zaczynałam od nowa. Aż przyszła pierwsza doba bez butelki. Zupełnie na piersi.

Studiuję na ostatnim semestrze studiów magisterskich, korzystam z IOS (Indywidualnej Organizacji Studiów) i karmię między zajęciami. Pojawiam się na uczelni maksymalnie dwa razy w tygodniu. Trafiłam do rewelacyjnej grupy, na którą – jak się okazało – zawsze mogę liczyć i to sprawiło, że jest mi prościej psychicznie. Karmienie piersią jest dla mnie ważniejsze niż studiowanie. Po prostu stworzyłam sobie warunki, które umożliwiają mi ukończenie studiów i karmienie piersią jednocześnie. Wnioskowałam o IOS, poprosiłam o pomoc mamę, uczyłam się głównie wieczorami (często z notatek, które wysłały mi koleżanki) i zgrałam grafik rehabilitacji z planem zajęć. Ale mój wybór zawsze jest prosty – zawalam studia wtedy, kiedy córka mnie potrzebuje. Walczyłam o karmienie piersią ponad wszystko i studia nie są dla mnie przeszkodą w karmieniu. Nie są też dla mnie wystarczającym powodem, by przestać karmić.

Z POWODU ŚMIERCI TATY JESTEM UPRAWNIONA DO RENTY RODZINNEJ

Drugą ważną sprawą są uprawnienia do renty rodzinnej. Należą mi się tak długo, jak długo się uczę. To pieniądze, które – zwyczajnie i zgodnie z prawem – po prostu mi przysługują. Po rodzinnej naradzie w sprawie powrotu na studia zgodnie stwierdziliśmy, że nigdy nie miałam problemów z nauką, nie miałam również poprawek ani trudności w zaliczaniu kolejnych semestrów. Studia magisterskie są dla mnie oczywiście pewnym obciążeniem, ale nie tak wielkim, bym miała zrezygnować tuż przy mecie. Największe wyzwanie w tej chwili stanowi pogodzenie planu zajęć z grafikiem rehabilitacji oraz pisanie pracy magisterskiej przy moim trybie życia. Nie jest to proste i wciąż muszę na nowo ustalać priorytety, ale kiedy wiem, że w każdej chwili mogę zrezygnować, że nic nie muszę, że to wszystko jest moją dobrowolną decyzją – jest po prostu prościej. Prościej jest wybierać mądrze i stawiać na pierwszym miejscu to, co najważniejsze. Niestety nie są to studia.

NIE MUSZĘ, NIE MOGĘ – JA CHCĘ!

Chcę studiować. Chcę bronić tytułu magistra. Chcę karmić piersią. Chcę utrzymać rentę rodzinną tak długo jak to możliwe. To jest mój wybór. Za długo o to wszystko walczyłam, by teraz się poddawać. Studia nigdy nie będą moim numerem jeden na liście priorytetów, ale to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Dotychczas radziłam sobie świetnie i jeśli nic poważnego nie stanie mi na przeszkodzie – po prostu skończę te studia z córką przy boku. Albo raczej z córką przy piersi 😉

Mam nadzieję, że będziecie mi kibicować i trzymać za nas kciuki! Jednocześnie wierzę w to, że mówiąc szczerze o swoich decyzjach, pokazując Wam świat z mojej perspektywy i wystawiając się na opinię innych, spotkam się ze zrozumieniem i szacunkiem. Zaczynajmy zmiany od siebie i bierzmy odpowiedzialność za swoje decyzje. To niesie za sobą poczucie prawdziwej wolności i szczęścia 🙂 Powodzenia w nowym tygodniu!