Organizacja dziecięcej garderoby – jak to zrobić funkcjonalnie, estetycznie i budżetowo?

To, co teraz przeczytasz o dziecięcej garderobie, nie jest dla mnie nowością – jest systemem, który wdrożyłam będąc jeszcze w ciąży podczas przygotowywania wyprawki. Oznacza to mniej więcej tyle, że jest sprawdzone. Nie wymyśliłam tego przed chwilą ani nie układałam tych ubranek do zdjęć, żeby ładnie wyglądały. Organizując dziecięcą garderobę postawiłam sobie cele i Tobie polecam to samo. Co jest dla mnie najważniejsze w organizacji dziecięcej garderoby i dlaczego? O tym przeczytasz poniżej!

CEL: FUNKCJONALNOŚĆ, ESTETYKA, BUDŻET

Moim głównym celem było zorganizowanie dziecięcej garderoby tak, by była funkcjonalna. Od początku wiedziałam, że nie pójdę na urlop macierzyński i byłam nastawiona na intensywny okres łączenia macierzyństwa z prowadzeniem firmy. Zależało mi na tym, by coś, co zajmuje naprawdę sporą część codzienności odkąd człowiek staje się rodzicem, było znośne, a może nawet przyjemne. Mam oczywiście na myśli: pranie, składanie, prasowanie ubrań, ale też wielokrotne przebieranie malucha (bądź starszaka), a więc i przygotowywanie zestawów ubranek, pakowanie ich na wyjścia, wkładanie i wyciąganie z szafy oraz wymienianie na większy rozmiar. Sporo tego, prawda? Można powiedzieć: „Bez przesady, to tylko ciuchy” i spędzać czas na szukaniu skarpetek do pary, mieć poczucie, że nie mamy dziecka w co ubrać, wyciągać z szafy za małe ubranka, denerwować się, że pranie nie jest zrobione, a ciuchy – zamiast po prostu wyciągać z szafy – poszukiwać w różnych zakątkach domu. Jeśli Ci to odpowiada to okej, nie czytaj dalej. Ale jeśli chcesz coś zmienić – ten artykuł jest dla Ciebie.

Moją definicją funkcjonalności w przypadku dziecięcej garderoby jest:

  1. szybkie i sprawne wyciąganie oraz chowanie ubrań do szuflady,
  2. wystarczająca ilość elementów garderoby na nasz styl życia,
  3. perfekcyjna widoczność elementów.

Chcę móc jedną ręką (bo drugą trzymam dziecko) wyciągnąć ubranka i nie rozwalić reszty dookoła. Chcę szybko segregować i układać pranie do szuflad. Chcę mieć taką ilość rzeczy, przy której nie muszę się spinać, by prać codziennie (co 2-3 dzień jest już okej) i jednocześnie taką, która mnie nie przytłoczy. Chcę dokładnie widzieć: gdzie, ile, w jakim rozmiarze, w jakim kolorze, w jakim wzorze jest spodni, bluz, sukienek i innych ubranek w szafie. Chcę również, żeby większość rzeczy do siebie pasowała, ale dziś nie mówimy o szafie kapsułowej dla małej dziewczynki (mega przyjemny temat, jestem zakochana!), ale o tym, jak w ogóle zorganizować dla niej szafę, by mama nie była wykończona.

Mimo wszystko jestem jednak wielką estetką – kocham, kiedy coś jest ładne. Nie układam ubrań kolorami, ale metoda KonMari (układanie ubrań w pionie) jest tak samo funkcjonalna, jak i piękna, i właśnie dlatego korzystam z niej na co dzień. Wszystkie elementy garderoby dziecięcej mieszczą się u nas w komodzie HEMNES (Ikea), która jest w trakcie metamorfozy. Od niedawna korzystam z dedykowanych organizerów, które są idealnie dopasowane do szuflad (ostatnio były na wyprzedaży), natomiast wcześniej korzystałam z uniwersalnych koszyczków bądź pudełek i spisywały się równie dobrze. Nie trzeba wydawać fortuny, żeby zorganizować dziecku szafę. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nie trzeba wydać ani grosza, bo większość z nas ma w domu pudełka po butach albo inne pojemniki, kartoniki czy koszyczki, które wystarczy odświeżyć i znaleźć im zastosowanie w dziecięcej garderobie.

GARDEROBA W WASZYM STYLU – SZYTA NA MIARĘ POTRZEB

Każda rodzina jest inna, a więc każda ma inne potrzeby i to przekłada się również na organizację dziecięcej garderoby. Bez wnikania w to, co jest lepsze, a co gorsze, co bez sensu, a co bardzo ważne: niektórzy taplają się w błocie, inni rodzą się artystami, niektórzy dużo podróżują, inni lubią prać raz w tygodniu, ktoś nie lubi ubrań na zamek, kogoś wkurzają napy, ktoś mieszka na wsi, ktoś mieszka w mieście, ktoś się nigdy nie brudzi, inny nocuje często u babci, a ten ostatni ryje łapkami w ogrodzie niczym nornica i kret razem wzięci. Tak, nasz styl życia ma wpływ na to, jak wygląda nasza garderoba i najważniejsze to dopasować ją pod nasze realne potrzeby. Nie ma sensu trzymać w dziecięcej szafie ubrań, które są bezużyteczne.

PORZĄDEK – KATEGORYZACJA I SKŁADANIE

To jest temat, na który mogłabym mówić i nigdy nie kończyć, ale przekażę Wam tą wiedzę w pigułce i wielkim skrócie. U nas każda przegródka jest przeznaczona na konkretną kategorię: bluzki z krótkim rękawkiem, bluzki z długim rękawkiem, bluzy i sweterki wciągane przez głowę, bluzy rozpinane, kurtki i okrycia wierzchnie, body z krótkim rękawkiem, body z długim rękawem, krótkie spodenki, spodnie, spódniczki, sukienki z długim rękawem, sukienki z krótkim rękawkiem, skarpetki + rajstopy, czapki + chustki. Chyba niczego nie pomięłam. Butów jeszcze nie mamy, więc o nich się nie wypowiadam – zobaczymy co przyniesie następny sezon i jak to zorganizujemy. Wszystko składam w kostkę i stawiam pionowo w organizerach – dzięki temu widzę co mam, w jakiej ilości i w jakich kolorach. Czapki i chustki są luzem, natomiast rajstopki zwijam w rulony (patrz zdjęcie) i przechowuję razem ze skarpetkami. Na zimę mamy nowe, kolorowe skarpetki Many Mornings (ten wzór w jednorożce mamy akurat dopasowany – dla mamy i dla córki), są przyjemne w noszeniu i nie ma co ukrywać – atrakcyjne dla dzieci z powodu obrazków i kolorów 😉

Zachęcam do pozbycia się (w odpowiedzialny sposób) dziecięcych ubrań, których nie lubimy my, których nie lubią dzieci, które są dla dziecka (bądź rodzica) niewygodne, o niekorzystnym kroju lub sprawiające dyskomfort (np. spodnie uciskające brzuszek – u nas zawsze out, nawet najpiękniejsze nówki sztuki). Trzymanie ich w szafie, dopóki dziecko nie wyrośnie, wprowadza zbędny chaos i zamieszanie. Czy naprawdę jest nam to potrzebne?

NEXT SIZE, CZYLI JAK ZORGANIZOWAĆ POZOSTAŁE UBRANIA W WIĘKSZYM ROZMIARZE (+ CO ZROBIĆ Z TYMI ZA MAŁYMI)

Mówiąc o budżetowej organizacji dziecięcej garderoby miałam na myśli nie tylko pudełka i koszyczki, ale również samą ich zawartość. Jestem mamą, która mówi zdecydowane TAK dla ubrań z drugiej ręki oraz kompletowania garderoby w lumpeksie. Jednocześnie nie mówię NIE nowym ubraniom, ale każdy zakup oraz przyjęcie rzeczy pod swój dach (również tych, które dostajemy za darmo po innych dzieciach) proponuję co najmniej raz przemyśleć. Czy naprawdę tego potrzebujemy?

Na bieżąco odkładam:

  1. ubrania, które są już za małe,
  2. ubrania, które są na tyle poplamione, że nadają się tylko na szmatki (i to właśnie jest ich drugie życie),
  3. ubrania, które wyraźnie uciskają ciało dziecka (brzuch, nogi), bo wychodzę z założenia, że nikt nie lubi chodzić cały dzień w zbyt obcisłych spodniach,
  4. ubrania, które okazały się słabe jakościowo (np. materiał nie oddycha i można się w nim ugotować),
  5. ubrania w irytujące (mnie) wzorki/kolory/kroje, które i tak nam do niczego nie pasują i koniec końców nigdy nie wybieram ich spośród innych (więc leżą nieruszone, są jak nowe, tylko zabierają przestrzeń i moją uwagę).

Dzięki odkładaniu powyższych części garderoby na bieżąco, nie muszę robić wielkiego przeglądu dziecięcej szafy. Nie robiłam tego jeszcze ani razu. Po prostu wiem, że to, co jest w komodzie, jest na pewno dobre i stanowi bazę. Hurtem przeglądam jedynie ubrania na następny rozmiar i dokładam je do garderoby. Ubrania za duże, które już mamy (bo dostaliśmy w prezencie albo po innym dziecku) i które przeszły konkretną selekcję, piorę, składam i przechowuję w wielkim, zamykanym plastikowym pudle. Kiedy więc przychodzi czas na zmiany – po prostu przeglądam, co mamy, przymierzamy, dokładamy do szafy (jeśli pasuje) albo odkładamy z powrotem do pudła (jeśli wciąż za duże) i w miarę potrzeb – dokupujemy, czego nam brakuje (co nie zdarza się często). Za małe odkładam w jedno miejsce i staram sprzedawać/wymieniać/oddawać na bieżąco, co wbrew pozorom nie jest proste i wymaga sporego zaangażowania z mojej strony.

Dziecięca garderoba to coś, czemu matki poświęcają naprawdę sporo swojej uwagi i przestrzeni w domu – zaczynając na wyborze odpowiednich ubrań, czytaniu metek, poprzez zamawianie, pranie, prasowanie, kończąc na porządkowaniu i codziennym kompletowaniu zestawów. Dla mnie nawet zakupy online nie są mega szybkie i im też muszę poświęcić swoją uwagę i czas – mniej lub więcej. Właśnie dlatego tak ważne było dla mnie wdrożenie systemu, który – thanks, God! – się sprawdził i dzięki któremu na co dzień nie czuję się przytłoczona, a wręcz przeciwnie – który jest moim sprzymierzeńcem w rodzicielstwie. Czy było warto? Zdecydowanie tak!

Co prawda za jakiś czas czeka nas zmiana komody na garderobę w zabudowie w pokoju dziecięcym, ale jestem pewna, że i tam wykorzystam podobne elementy, a nasz system po prostu trochę ewaluuje. Zapewne dojdą nowe komponenty (np. wieszaki) oraz pozostanie do rozwiązania kwestia przechowywania butów, ale po wprowadzeniu (i sprawdzeniu) tych małych zmian na pewno dam Wam znać 🙂 Tymczasem Wy dajcie mi znać, czy wpis był dla Was przydatny i jakie Wy macie swoje magiczne sposoby na to, by ogarnianie dziecięcych ubranek nie było koszmarem, a przyjemnością? Chętnie poczytam, jak jest u Was 🙂

Ściskam mocno i do napisania niedługo!

P.S. Zapomniałam dodać, że system, który wypracowałam i który przed chwilą przedstawiłam jest wbrew pozorom bardzo SZYBKI. Nie musisz mi wierzyć – po prostu sprawdź to osobiście, jeśli chcesz ogarnąć ten ubraniowy chaos 🙂